Czasami nie zdają sobie sprawy z pewnych rzeczy. Z tego co ma być. Czysta prawda. Ja nie zdaję. Nie myślę o tym co będzie. Trudno.
- Maja Karmiłowicz , zapraszam na scenę ! - powiedziała prowadząca.
A więc wchodzę, właśnie teraz, z tą piosenką. Stres rozsadza mnie od środka. Ale idę.
Szłam długim korytarzem aż do zasłony. Wysoki mężczyzna odsłonił ją i kiwną głową bym weszła. Miałam na sobie białą, krótką sukienkę na szerokich ramiączkach i z czarnym pasem. Moją ulubioną. Do tego założyłam czarne szpilki, na których kochałam chodzić. Miałam moja ukochaną gitarę i chyba tylko tyle było mi trzeba do szczęścia.
Na widowni było mnóstwo ludzi. Ale gdy tylko zgrałam pierwsze chwyty stres minął. Zaczęłam śpiewać, dźwięki były czyste, tak jak miało być.
Po zakończeniu usłyszałam długie i głośne oklaski. Chyba się podobało.
Zeszłam ze sceny. Na początku korytarza czekała Lilka. Mocno mnie przytuliła i gratulowała talentu.
Wyszłyśmy i zadzwoniłyśmy po Arka.
- czego ? - burkną.
- siema ! - powiedziałam. - idziesz dzisiaj z nami do Malboro ?
- no. A kiedy ? Znaczy o której ? - zapytał.
- tak.. Zaraz ?
- okey. Spotkamy się na miejscu.
Poszłyśmy szybko do mnie. Nałożyłam krótkie spodenki, i biały podkoszulek. Umalowałam się a buty zostawiłam takie jakie miałam. Włosy związałam w koka.
Wyszłyśmy.
Spotkałyśmy Arka. Mocno go przytuliłam i dostałam czułego buziaka w policzek - przyjaźniliśmy się.
Weszliśmy tam i od razu poczułam zapach marychiuany. Nie chciałam. Nie lubię. Wmawiam sobie.
Na jednym z krzeseł siedział bardzo ale to bardzo przystojny chłopak. Usiadłam obok niego i zamówiłam sobie lemoniadę. Popatrzył na mnie zachęcającym wzrokiem uśmiechną się.
- cześć. Jak masz na imię ? - zapytał przystojniak.
- Majka, a ty, jak ci na imię ?
- Alan. - powiedział. - muszę gdzieś iść. Idziesz ze mną ?
- mm.. - zmieszałam się. - no dobrze.
Chwycił mnie za nadgarstek i pociągną za sobą.
Zeszliśmy na po schodach w dół. Znalazłam się w piwnicy, było tam wilgotno, śmierdziało marychą i tytoniem. Fu.
Wyją z szafki woreczek i strzykawkę. Moje uzależnienie się odezwało. Zauważył to. Wyją jeszcze jedną i rzucił w moją stronę.
- nie chcę tego. - burknęłam.
- wiem że chcesz. - powiedział. - z uzależnieniem nie należy walczyć. Trzeba dać się ponieść i tyle.
- takie jest twoje zdanie ? - zapytałam oburzona.
- tak, kochanie. Co ma być to jest. Ktoś chce abyś to wzięła.
- co to jest? Heroina ? - zapytałam, choć byłam pewna że to właśnie to o czym mówię.
- tak.
- daj strzykawkę.
Rzucił w moją stronę to o co prosiłam. Przygotowałam to. Wkułam się za pierwszym razem. Znowu poczułam że żyję. Właśnie tego było mi trzeba.
Weszliśmy na górę. Zwymiotowałam. Nic takiego, daję radę. Wypiłam parenaście drinków i było już bardzo późno. Nie zważając na to czy chcę iść czy jeszcze nie poszłam z Alanem do mojego domu.

Ten komentarz został usunięty przez autora.
OdpowiedzUsuńCzytaj więcej książek żeby błędów nie robić. A tak szczerze to podoba mi się :) Uhuhuh prześpią się ? <3 Pisz dalej ciekawa jestem
OdpowiedzUsuńKsiążki czytam, bardzoooooo dużo. Właśnie po to by nie robić błędów.
UsuńA co do następnej części to powinna się pojawić jeszcze dzisiaj lub też jutro. :)
Czekam !
Usuń